Powieść 2

Od Seremii

Byłam głęboko zawiedziona. Zresztą, tutaj nigdy nie byłam szczęśliwa. Przez moją rodzinę. Kiedyś jeszcze było lepiej, ale teraz? Z lasu uciekło wszystko, co żyje. Brakło pożywienia. Zaczęli sprowadzać ludzi do naszej twierdzy. Najpierw ich torturowali, później rozrywali i pożerali żywcem. Ja nie tknęłam tego mięsa. Chciałam odejść. Lecz, gdy jak zwykle przyprowadzali ludzi złapanych w pułapki, coś mnie zaskoczyło. Młody mężczyzna, prowadzony na śmierć. Jakby pogodził się ze swoim losem, szedł ze spuszczoną głową. Każdy inny wyrywał się i krzyczał. Za taką odwagę należała się najwyższa nagroda; życie. Postanowiłam go uwolnić. W tajemnicy przed wszystkimi, no, oprócz mojego brata. I chyba uwolnie go jeszcze z jednego powodu... W starej księdze znalazłam wiersz, wiersz miłosny. I coś mówiło mi, choć nie nie znałam tego uczucia, że tak będzie... Wiele razy przeczytałam ten wiersz...

Pod Twymi skrzydłami znalazłam schronienie
I tonę w Twych oczu bezdennym błękicie.
Gdy tulisz mnie swoim bezpiecznym ramieniem,
Wsłuchuję się w zgodne serc naszych bicie.
Wtargnąłeś w me życie zupełnie przypadkiem,
Zleciałeś wprost z nieba na ziemię - tak dumnie...
Spojrzałam na Ciebie z uśmiechem, ukradkiem,
A Ty zrozumiałeś, że jesteś tu dla mnie.
Trwasz przy mnie niezmiennie i wciąż jesteś blisko,
Zmieniłeś w mym życiu na lepsze tak wiele.
Zawdzięczam Ci miłość, zawdzięczam Ci... Wszystko.
I za to dziękuję... Mój Cudny Aniele.

Jak więc mogłabym go zostawić? Nie mogłam. A i żeby go wyciągnąć był jeden sposób... Inaczej mnie złapią i wychłostają tak jak ostatnio... Wciąż mam blizny. Zaczęłam wcielać mój plan w życie.
- Matko?
- Tak, Seremio?
- Wiesz, myślę, że chyba jednak rzucę tą dietę. Już naprawdę zgłodniałam.
- Wrócił ci rozsądek, córko. - pochwaliła mnie matka. Plan szedł dobrze.
- Co jest w menu? - zapytałam.
- Dziczyzna, Comber króliczy i wołowina. - wiedziałam, że te określenia zależne są od płci i wieku ofiary.
- Myślę, że wezmę ,,wołowinę", zarówno ze względów na pożywienie, jak i bardziej... hmm... intymnych... - znacząco spojrzałam na matkę. Podeszła do mnie Nicole i poklepała po ramieniu.
- Wreszcie, siostro, zaczniesz obracać się towarzysko. Pomogę ci wybrać dobrego. - uśmiechnęłam się. Byłam najmłodsza, wszyscy mi usługiwali. Nicole pociągnęła mnie pod czujnym spojrzeniem matki do lochów. Było tam bardzo głośno, pełno jęków. Wszyscy byli podzieleni.
- Wybieraj tego, który ci się spodoba. - rozejrzałam się. Wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
- To ty wybierz. Mamy podobny gust, na pewno znajdziesz jakiegoś dobrego. - Nicole przeczesała wzrokiem klatkę. Nagle wzięła klucz i weszł do środka. Wszyscy cofnęli się pod ściany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz