Obudziłem się w swojej komnacie. Jak zwykle stare ruiny, nic więcej. Znów się karmili, doskonale słyszał jęki nowo przybyłych turystów. Jedna myśl nie dawała mi spać, żywić się, oddychać... Te oczy... Tyle w nich było życia... Była tak piękna. Oczywiście Dankan ją przyprowadził. Pewnie zamierzał się nią pobawić. Przyprowadzili ją ze dwa tygodnie temu, więc pewnie został jej jeszcze tydzień życia. I ta sekunda kiedy ich spojrzenia się spotkały... Nie. Nie mogę. To zbyt ryzykowne. Mam tak ogromną ochotę tam zejść. Lochy są strzeżone przez Hybrydy, pół wampiry pół ludzie. Może uda mu się przekonać matkę. Po śniadaniu wszedłem do salonu, gdzie matka zwykła siedzieć i patrzeć jak mordują niewolników. Wymyślała dla nich najznakomitsze tortury byle tylko sprawić komuś cierpienie.
- Czego chcesz, Zack?
- Matko widzisz, tak jest jedna...
- Niewolnica?
- Tak. Chciałbym... Chciałbym mieć ją. Jako sługusa.
- Sługusa? Czy może chcesz uratować jej życie, a potem zmienić, co? Mój szlachetny Zack'u... Synku kochany, zapomnij.
- Mamo... proszę.
- Nie! -huknęła, a ja wiedziałem, że to koniec rozmowy.
Wyszedłem z salony, nie miałem ochoty patrzeć na te masakry...
Skoro ona nie chce mi pomóc, to kto? Jest jeszcze Rachel, ale ona nigdy nie pozwoli mi na to, by uratować tę dziewczynę. W takim razie zrobię to sam. Miałem tydzień aby obmyślić plan. Nie mogłem tracić czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz